5 NAJCZĘSTSZYCH BŁĘDÓW PODCZAS POLOWANIA NA ZORZĘ

5 NAJCZĘSTSZYCH BŁĘDÓW PODCZAS POLOWANIA NA ZORZĘ

Kiedy wiele lat temu, pierwszy raz pojechaliśmy do Laponii i trafiliśmy do wioski świętego Mikołaja w Rovaniemi, popełniliśmy praktycznie wszystkie błędy początkującego poławiacza zórz. Ściągnęliśmy aplikacje i czekaliśmy z zapartym tchem, kiedy będziemy w zasięgu zielonej chmurki na mapie. Nie wzięliśmy pod uwagę, że tego dnia w Rovaniemi było bardzo pochmurno. Ktoś podpowiedział nam, że trzeba pojechać… 200 kilometrów dalej na północ. Po dotarciu na miejsce, gdzie warunki na niebie pozwalały na obserwację zorzy, patrzyliśmy na nią i kompletnie jej nie widzieliśmy. Jak to możliwe? Zorza początkowo była bardzo słaba, ledwie widoczna, miała biały kolor, a nie toksycznie zielony. Pełnia księżyca również nie pomagała. Widzieliśmy charakterystyczny łuk zorzy, ale między sobą spieraliśmy się, czy to aby nie chmury o dziwnym kształcie. Dopiero kilka minut później, gdy wspominany wcześniej łuk nabrał mocy i zaczął tańczyć, zdaliśmy sobie sprawę z tego, iż jest to zorza. Prawie się poddaliśmy, temperatura była poniżej -20 stopni, niezbyt dobrze się ubraliśmy. Niecierpliwi chcieliśmy już zrezygnowani wracać i o mały włos przegapiliśmy wielkiego show. Na podstawie naszych pierwszych doświadczeń z Aurorą, doskonale rozumiemy Wasze odczucia. Chcemy Wam pomóc uniknąć tych samych błędów, byście mogli cieszyć swoje oczy zorzą polarną.

obserwacja zorzy polarnej
PIERWSZY BŁĄD

"Aplikacja wskazuje, że zorza będzie o 21:45"

Obecnie jesteśmy tak uzależnieni od smartfonów, iż chcielibyśmy, aby te małe urządzenia zaplanowały za nas wszystko. W App Store lub Google Play znajdziecie co najmniej kilka różnych aplikacji jak „Northern Lights Alert”, „Aurora Forecast”, „Norway Lights” i tym podobnych. Nasza „ulubiona” ma tylko 3 opcje: „don’t go”, „try” i „go” i turyści na podstawie tak prostej aplikacji planują spełnianie swoich podróżniczych marzeń. Bardziej zaawansowane starają się podać również procentowe szanse na dostrzeżenie zorzy lub też prognozować konkretną godzinę z dokładnością do 15 minut. Wielu turystów niepotrzebnie sugeruje się podanymi przez aplikacje pseudo-matematycznymi logarytmami i gdy widzą, że appka daje 15% szans uznają, że nie warto marznąć i lepiej pójść do hotelowego baru na piwo. Sporo osób postanawia również poczekać do wspomnianej 21:45, skoro akurat o tym czasie nasz smartfon daje największe szanse na sukces. Turyści pomijają jednak jeden najważniejszy fakt. Mamy do czynienia z wiatrem słonecznym przybywającymi z przestrzeni kosmicznej, który osiąga średnią prędkość 400 kilometrów na SEKUNDĘ. Przy tak wysokiej prędkości nie da się określić czy zorza pojawi się o 21:45 lub też o 20:15. Ba! Naukowcy z NASA potrafią pomylić się z prognozą o parę dni. Poszukiwacze zorzy również z uwagą śledzą zieloną chmurkę na mapie w aplikacji z niecierpliwością czekając, kiedy znajdą się w jej zasięgu. Często później się dziwią, dlaczego nie ma zorzy, skoro aplikacja już informuje, że jesteśmy w zasięgu. Nasza rada: nigdy nie ufajcie nadmiernie swoim smartfonom! Nie patrzcie na ekran telefonu tylko na niebo. Nie czekajcie do tak późnej pory, wyruszcie wcześniej, zróbcie z polowania na zorzę przygodę. Oczekiwanie na to zjawisko to nieodzowna część poszukiwań Aurory. Im dłużej na nią poczekacie, tym lepiej będzie smakować sukces. 

DRUGI BŁĄD

"ZOBACZĘ ZORZĘ Z OKNA SYPIALNI"

W ostatnim sezonie zajmowaliśmy się również wynajmem pokoi w Tromso i najczęściej zadawanym przez turystów pytaniem było: „czy można z okna zobaczyć zorzę polarną?”. W teorii moglibyśmy odpowiedzieć: „Tak, oczywiście, że można” i byłaby to, w teorii, prawda. Jednak bardziej adekwatnym pytaniem byłoby: „Jak często można oglądać zorzę z okna?”. Przy sprzyjających warunkach można dostrzec Aurorę z okien skierowanych na północ, ale z jaką częstotliwością występują te dogodne warunki na niebie i czy przypadkiem w oglądaniu nie przeszkadzają światła latarni lub jeżdżących samochodów pobliską drogą? Turyści najczęściej nie biorą pod uwagę czynnika pogodowego i zachmurzenia, które akurat tej nocy może wystąpić nad miejscem, gdzie nocują. Również żaden gospodarz, któremu zależy na przyciągnięciu gości, nie informuje, że taki widok za oknem nie jest codziennością, a raczej rzadkością, W Internecie można napotkać setki, jeśli nie tysiące, zdjęć z instagramowych noclegów, z przeszklonym dachem lub zdjęć przeźroczystych igloo, gdzie roześmiana para, leżąc w łóżku i popijając szampana, obserwuje zorzę polarną. Takie noclegi do najtańszych nie należą, a co jeśli akurat tego dnia nad tym szklanym igloo wystąpi śnieżyca? Możemy tylko podejrzewać, że randka w transparentnym  igloo nie będzie już tak samo romantyczna, a jedynie kosztowna. Oczywiście perspektywa leżenia w łóżku lub w jacuzzi z zorzą nad głową jest bardzo kusząca. Ale nie czarujmy się, dla spragnionych zorzy są tylko dodatki. Takie atrakcje można rezerwować, jeśli ma się pewność, że tego wieczoru warunki pogodowe będą korzystne. Jeśli priorytetem jest obserwacja zorzy, należy odłożyć wszystkie inne frajdy na bok i pamiętajć: bądźcie mobilni! W taki sposób możecie zwiększyć swoje szanse na upolowanie Aurory Borealis. Być może wystarczy pojechać 20 kilometrów w innym kierunku i w tamtym rejonie zachmurzenie będzie zdecydowanie mniejsze. Niestety, jacuzzi nie da się przenieść o te kilkadziesiąt kilometrów… chyba, że macie samochód z przeszklonym dachem, wtedy możecie się poczuć jak we wspomnianym, przeźroczystym igloo.

zorza polarna

Sporo turystów myśli również, że w Tromso niebo wieczorami jest ciągle zielone, nie biorąc pod uwagę, że zanieczyszczenie sztucznym światłem w centrum miasta jest całkiem spore. Możecie zapytać jaki wpływ ma sztuczne światło na obserwację czegokolwiek na niebie. Damy Wam zatem prosty przykład: gdy wyświetlamy film na projektorze nie bez powodu zasłaniamy wszystkie okna i wyłączamy światła. Możemy w ten sposób cieszyć się dobrą kolorystyką i kontrastem oglądanego filmu. Jednak jeśli włączymy nagle światła i odsłonimy kotary to film nagle stanie się ledwo widoczny, pozbawiony kolorów i kontrastu. Z pewnością nikt nie chciałby iść do kina na projekcję filmu, wyświetlanego na sali z zapalonym oświetleniem. Ponownie… randka nie byłaby już tak romantyczna. Podobnie jest w przypadku zorzy polarnej. Znacznie lepiej  obserwuje się ją z zaciemnionych miejsc. Dla porównania podsuwamy Wam dwie mapy zanieczyszczenia sztucznym światłem: Tromso oraz Krakowa. Porównajcie sami (różowy to oczywiście najgorsze niebo klasy 5)

Tromso
Kraków
TRZECI BŁĄD

"POJADĘ DO POLECANEJ MIEJSCÓWKI I TAM NA PEWNO ZORZA BĘDZIE NA MNIE CZEKAĆ"

Jest wiele osób, które nie popełniają poprzedniego błędu: nie czekają na zorzę w jacuzzi i nie wypatrują jej z okien sypialni. Wypożyczają samochody i… popełniają inny karygodny błąd. Jadą do miejsc oznaczonych na mapach jako „aurora viewpoint” i biorą za pewnik, że zorza musi być w tamtym miejscu, w szczególności jeśli to miejsce na mapie już zostało przez kogoś polecone. Oczywiście, takie punkty widokowe oferują piękne krajobrazy, ale trzeba wziąć pod uwagę czynnik pogodowy. Zorza to nie jest delikatna zielona mgiełka, która unosi się w wybranym miejscu. Zjawisko występuje minimum 200 kilometrów nad naszymi głowami, wysoko ponad warstwą chmur, co również komplikuje obserwację świateł północy. Zanim zdecydujemy się pojechać na wybrany i polecany punkt widokowy, warto upewnić się, czy pogoda również w tym miejscu będzie dla nas łaskawa. Dopiero wtedy mamy szansę na zobaczenie zorzy. Wielu podróżnych potrafi cały wieczór oczekiwać na zielone niebo, a tak naprawdę siedzą pod zachmurzonym niebem w myśl zasady „jak już będzie to na pewno zobaczę w poleconym miejscu”. Niejednokrotnie bywa tak, że wystarczy przejechać się samochodem kolejne kilkanaście kilometrów do innej doliny w górach lub na inną wyspę, a tam warunki pogodowe będą zgoła inne. Pamiętajcie: to prognoza pogody powinna nam dyktować miejsce, do którego się udamy.

Jedno z bardziej popularnych miejsc do obserwacji zorzy na mapach Google
CZWARTY BŁĄD

"jest mi zimno, wracajmy już"

W XXI wieku nasze tempo życia niesamowicie przyspieszyło, wymaga tego od nas praca, wymagamy tego od siebie sami, gonią nas deadline’y i wszystko chcielibyśmy mieć ASAP. Zauważyliśmy już, że sporo turystów najchętniej chciałoby podjechać na zorzę, zrobić upragnione zdjęcie i jak najszybciej wrócić do hotelu, aby zapostować zdjęcie na Instagramie. Niestety, nie tędy droga. Od nikogo w życiu nie otrzymaliśmy jeszcze tak wielkiej lekcji cierpliwości jak od Aurory. Zorza polarna to nie seans filmowy wyświetlany o 21:00 w ulubionym kinie, czasem każe na siebie czekać bardzo długo, a my się niecierpliwimy. Pojawiają się wątpliwości, czy to aby na pewno dobre miejsce, może ta zorza nie istnieje i nie warto dłużej marznąć. Zawsze należy wziąć pod uwagę zimowe warunki i niskie temperatury na zewnątrz. Jak mawiają Norwegowie: nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania. Jeśli ktoś wybierze się na polowanie w jeansach i adidasach to z pewnością szybciej się podda i będzie chciał natychmiast wracać do hotelu. Warto zaopatrzyć się w odpowiedni ubiór, bieliznę termoaktywną, wełniane skarpety, porządne buty, rękawiczki, szalik itd.. Oczekiwanie na zorzę to niewątpliwie próba charakteru. Niejednokrotnie ludzie poddają się zbyt wcześnie i wracają do hoteli, bo skoro aplikacja wskazywała, że najlepiej miało być o 21:00 to nie ma sensu dłużej czekać. Niejednokrotnie w taki sposób tracą swoją okazję życia na najpiękniejszy spektakl na niebie.  Doskonale pamiętamy prywatne polowanie dla chińskiej gwiazdy muzyki Pop. O 20:00 dziewczyna była już tak znudzona i zmęczona różnicą czasu między Norwegią a Chinami, że po pierwszym zdjęciu z zielonym niebem zarządziła swoim managerom i grupce koleżanek powrót do hotelu. Na nic zdały się przekonywania, że to dopiero początek… Odwieźliśmy ich do hotelu, a w drodze powrotnej do domu niebo zapłonęło niesamowitą zielenią i Aurora dała jeden z piękniejszych pokazów. No cóż, mamy tylko nadzieję, że chińska piosenkarka już wtedy spała i do dziś nie wie, co straciła. Pamiętajcie: wybierając się na polowanie zabierzcie ze sobą ciepłe ubrania oraz cały plecak cierpliwości.

PIĄTY BŁĄD

"ROZGLĄDAŁEM SIĘ, ALE ZORZY NIE BYŁO"

Turyści często spoglądają na zorzę i jej nie widzą. Jak to możliwe? Podobnie jak w naszej historii w Rovaniemi, patrzyliśmy na niebo i widzieliśmy tylko biały obłok o dziwnym kształcie łuku. Była to zorza, ledwie dostrzegalna ludzkim okiem. Jak już kiedyś wyjaśnialiśmy w naszym artykule ludzkie oko nie jest przystosowane do widzenia w ciemności. Niestety, nie jesteśmy jak koty, więc w pierwszej chwili nasz mózg otrzyma informację o jakimś rodzaju świetła na niebie. Dopiero po jakimś czasie, gdy nasze oczy zaadaptują się do ciemności, a zorza nabierze mocy, zaczniemy powoli dostrzegać kolory. Warto o tym pamiętać, w szczególności, gdy tego dnia aktywność zorzy jest słabsza. Ponadto trzeba wiedzieć, gdzie patrzeć. W 90% przypadków Aurory Borealis należy szukać na północnym niebie. Przyda się orientacja w gwiazdach albo… kompas w telefonie. Zadbajcie zatem o to, aby być w ciemnym miejscu i żeby góry nie zasłaniały Wam widoku na północ. Nie poddawajcie się, gdy zorza będzie ledwo widoczna, zwykle to dopiero wstęp do czegoś lepszego.

CZYTAJ WIĘCEJ
nasza książka

Nasza książka o północnej Norwegii

Właśnie wydaliśmy naszą pierwszą książkę "Norwegia oczami Łowców Zórz - opowieści z dalekiej Północy" przy współpracy z wydawnictwem Pascal. Dowiedz...

Senja

Senja – poza utartym szlakiem

Co zobaczyć na Senji, jak aktywnie spędzić czas na Senji, najlepsze górskie szlaki wyspie oraz ukryte i mniej znane miejsca...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *